Panu Bogu świeczkę, a państwu ogarek

pexels.com
W kwestii roli Kościoła Katolickiego i jego miejsca w Państwie narosło wiele nieporozumień. Najczęściej temat ten jest rozważany na gruncie konfliktu zatwardziałych antyklerykałów i ateistów z religijnymi fundamentalistami. Żadna z tych perspektyw nie jest właściwa dla chłodnego i racjonalnego rozważania roli i miejsca Kościoła w życiu obywatelskim.

Spójrzmy na bolesną historię wzajemnych relacji Kościół – Państwo. W czasach PRL KK był realną siłą, o której poparcie lub po prostu brak wrogości walczyły oba obozy – ten rządzący oraz ten opozycyjny. Doprowadziło to do uzyskania przez KK kluczowej roli i realnego wpływu na szerokie masy polskiego społeczeństwa. Nie można mu odmówić ważnego udziału, zasług i ofiar w walce z komunistyczną dyktaturą, jednak po przełomie roku 89. i wprowadzeniu w życie idei liberalnej demokracji, następowała stopniowa patologizacja stosunków Kościół – Państwo. Rosły przywileje, wpływy i możliwości ingerencji KK w świeckie czy nawet czysto gospodarcze aspekty życia państwowego. Jaskrawym przykładem ekstremalnych zjawisk na tym polu jest fenomen ojca Rydzyka.



Światopogląd katolicki ingerował coraz bardziej w sferę, która powinna na gruncie społeczeństwa demokratycznego pozostać w gestii jednostkowych decyzji i osobistego sumienia poszczególnych obywateli. Sprawy, takie jak aborcja, in vitro czy nauka religii, stały się zarzewiem wielu konfliktów mocno dzielących Polaków. Duże wątpliwości budzi także kwestia finansowania czy dotowania działalności KK z budżetu państwa.

Kościół zapomniał o swojej roli przewodnika duchowego i kompasu moralnego dla swoich wyznawców, na rzecz włączenia się w bezpardonową walkę o wpływy i korzyści. Ekstremalną tego egzemplifikacją jest promowanie postaw skrajnego nacjonalizmu i nietolerancji dla wszelkiej inności oraz otwarte popieranie jednej, wywyższonej partii.

Pytanie, jakie mnie dręczy, dotyczy możliwości połączenia autentycznej wiary w Boga z postulatem wyłączenia KK z możliwości decydowania (podkreślam! decydowania, a nie zajmowania stanowiska), w ważnych dla funkcjonowania demokratycznego państwa sprawach.

Moim zdaniem jest to możliwe pod warunkiem przyjęcia przez wszystkich uczestników życia społecznego powszechnej zgody na współistnienie prywatnego, osobistego aspektu wyznaniowego z religijną neutralnością w życiu politycznym. Słowem, postuluję oddzielnie sfery osobistych wierzeń od działalności w obszarze kształtowania ram funkcjonowania społeczeństwa obywatelskiego. Czy to jest możliwe?
Trwa ładowanie komentarzy...